w ,

Artur Dziambor: PiS idzie ścieżką Orbana. Mamy do czynienia z paradyktaturą. Wywiad dla VETO.

W najnowszym wywiadzie na kanale VETO, Ewa Zajączkowska – Hernik rozmawiała z politykiem Konfederacji, Arturem Dziamborem. Tematem rozmowy jest kwestia jak daleko może posunąć się ingerencja państwa we własność prywatną oraz decydowanie o tym co jest moralne w państwie, a co nie. Chodzi głównie o kwestie ostatnio nagłośnionej ustawy: planowany zakaz hodowli zwierząt na futra, uboju rytualnego i nadaniem organizacjom pro-zwierzęcym bardzo dużych kompetencji. Rozmowa omawia trzy czynniki – aspekt polityczny, gospodarczy i światopoglądowy. Czy PiS szuka sojuszników?

Prawo i Sprawiedliwość próbuje dogadać się z lewicą

Aspekt polityczny całej tej sprawy prowadzi do takich wniosków, że PiS próbuje się dogadać z lewicą. Partia nominalnie konserwatywna szuka sobie nowego elektoratu, bo koalicjanci nie są do końca stabilni. Porozumienie i Solidarna Polska bardzo często wystawiają koalicję na pewną próbę, a z drugiej strony PiS nie ma w ogóle pomysłu na to jak pozyskać nowy elektorat. Bratanie się z elektoratem lewicowym jest dobrym pomysłem?

Artur Dziambor, Konfederacja: – To jest przede wszystkim naturalny pomysł w przypadku PiS, bo jako partia o pierwotnym rysie konserwatywnym, ale mimo wszystko partia bezideowa, robiąca biznesy w polityce, ma możliwości koalicyjne wszelakie, a mają bardzo mocne narzędzia ku temu, to znaczy idą i rozmawiają w ten sposób: telewizja nasza, wszystkie spółki nasze, prezydent nasz, premier nasz, 45% nasze, gadamy, chcecie coś czy chcecie dziadować? Oni mają taką paradyktaturę, może nie bezpośrednia, rzeczywista, ale trzeba sobie jasno powiedzieć, że co Jarosław [Kaczyński] chce to Jarosław ma. Ma niestabilnych współpracowników, ale to tam tez nie jest dziwne. Ta niestabilność wynika z tego, że oni doskonale wiedzą, zarówno Ziobro jak i Gowin, że Kaczyński ma na biurku taki guziczek czerwony i jak ręka mu się tam muśnie to ich tam nie ma i tracą wszystko. Nie tylko ministerialne stanowisko tylko tracą dziesiątki albo i setki spółek skarbów państwa dla swoich rodzin i przyjaciół. My w dyskusji publicznej, w mediach rozmawiamy tylko o tym czy Ziobro zostanie na stanowisku, które ministerstwo zostanie zlikwidowane, czy ktoś zostanie przesunięty. – komentuje polityk Konfederacji w rozmowie z Ewą Zajączkowską – Hernik.

Przytoczono ciekawy cytat, gdzie wiceminister infrastruktury, Marcin Horała, mówił, że wiceministrowie to są skromni służący w winnicy Pana za małe pieniądze, a wielkie pieniądze zarabiają dyrektorzy departamentów.

Z drugiej strony Fogiel mówi, ze w spółkach skarbu pańśtwa nie zatrudnia się specjalistów, bo nie realizują oni planu partii. To widać z jakimi ludźmi do czynienia, bo nie liczy się interes państwa tylko interes partii.

Fundacja to nowy myk na wyprowadzanie pieniędzy

Jak sugeruje Artur Dziambor, PiS znalazł nowy myk na wyprowadzanie publicznych pieniędzy. Mamy konkretne przykłady. Ostatni to przypadek żony Andruszkiewicza, która dostała funkcję prezesa w Fundacji Agencji Rozwoju Przemysłu z pensją 170 000 PLN rocznie. Żona wiceministra cyfryzacji odeszła po medialnej burzy, że piastuje tak intratne stanowisko. Potem Wirtualna Polska opublikowała kulisy rezygnacji: prezes Jarosław Kaczyński nie był zadowolony z powołania żony Andruszkiewicza. Przez kilka dni mówiono tylko o tej nominacji i nepotyzmie.

W tym myku chodzi o stanowiska dla rodzin, przyjaciół oraz legalne wyprowadzenie pieniędzy. Kolejny przykład to Polska Fundacja Narodowa. Według słów premier Beaty Szydło, Fundacja miała budować polską markę wykorzystując siłę i energię 17 spółek Skarbu Państwa. Inicjatywa okazała się jedną z najdroższych wpadek wizerunkowych – sto milionów złotych budżetu i jedyny sukces to zepsuty jacht promujący kraj oraz artykuł sponsorowany na portalu Financial Times.

W tym wszystkim chodzi tylko o chwalenie matki partii za kasę ze spółek Skarbu Państwa. Jeżeli poprzedni kradli to ja nie wiem co Ci robią, bo to jest grubo ponad to. -komentuje poseł Konfederacji.

PiS może zbratać się z lewicą, ale którą dokładnie?

Według Dziambora w Polsce istniały do niedawna trzy frakcje lewicy, przy czym Wiosna została starta w proch. Została jeszcze frakcja lewicy postkomunistów, czyli ex-SLD, które wie, że bratanie się z PiSem to totalna klapa. Chociaż PiS realizuje ich program wyborczy. Jest jeszcze druga frakcja, partia Razem, gdzie wiadomo, że występuje konflikt ideologiczny choćby w kwestii LGBT na co Zandberg się nie zgodzi.

Zapraszamy do obejrzenia całego wywiadu w trakcie, którego przeanalizowano wszystkie możliwe scenariusze oraz co łączy Kaczyńskiego z polityką Orbana.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ludziom się już nie chce czytać o pandemii

Szkoła i system pruski, czyli produkcja ludzi nieefektywnych.