w ,

Czy jest jakiś racjonalny argument za zakazem handlu w niedzielę ?

AR 309239955

Niedawno ukazały się analizy przeprowadzone przez UCE RESEARCH na zlecenie Grupy BLIX i Hiper-Com Poland, dotyczące opinii o handlu w niedzielę. Okazało się, że ponad 50% Polaków opowiada się za powrotem handlowych niedziel, a przeciwnych jest tylko 34%. Pozostali respondenci nie mieli zdania na ten temat. Co ciekawe, najwięcej zwolenników zniesienia zakazu nie było wśród osób z przedziału wiekowego 18-25 (55%) i 26-36 (56%), ale osób od 37 do 55 lat (65%). Nie tylko ludzie młodzi, ale przede wszystkim w wieku średnim i bardziej doświadczeni życiowo wiekiem opowiedzieli się za możliwością robienia zakupów w dowolnym sklepie we wszystkie możliwe dni.

AR 309239955
Źródło: Adobe Stock

Oznacza to, że zniesienie zakazu nie jest żadnym ślepym buntem młodych przeciwko systemowi, ale apelem o możliwość korzystania z naturalnej wolności, jaką jest kupowanie produktów według własnych preferencji, w zależności od dozwolonego czasu, pamięci oraz dostępności i taniości towarów.

Każdy z nas sam najlepiej wie, kiedy może sobie pozwolić na robienie określonej ilości zakupów, zważając na bieżące potrzeby. Mimo to nie brakuje w Polsce osób, używających najróżniejszych argumentów za zakazem handlu, który nie jest niczym innym jak zwykłym ograniczaniem ludzkiej wolności.

Stosowane argumenty za zakazem handlu

1. „Polska to katolicki kraj i katolickie zwyczaje winniśmy tu świętować!”

PAMI%C4%98TAJ%2C+aby%C5%9B+Dzie%C5%84+%C5%9Awi%C4%99ty+%C5%9Bwi%C4%99ci%C5%82
Źródło: slideplayer.pl

Wielu upiera się w przekonaniu, że Polska mająca korzenie chrześcijańskie powinna szanować od czasu przyjętego przez Mieszka Chrzestu w 966 roku tradycję chrześcijańską w każdej sferze życia. Jeśli w każdej, dotyczy to również sfery handlu, gdzie siódmy dzień tygodnia nie jest dniem, w którym czas powinniśmy poświęcać na chodzenie po sklepie, kierując się ideami konsumpcjonizmu, tylko spędzać czas z rodziną i skupić się na relacjach z Panem Bogiem.

Niestety Polska nie jest państwem wyznaniowym, tylko świeckim. Od dawna szanuje się w naszym kraju każde wyznania i obyczaje religijne, podobnie jak kolor skóry, rasę czy pochodzenie.

Każdy człowiek, bez względu na to jakie ma sumienie, w co wierzy i jaki przyjmuje system wartości, ma prawo postępować zgodnie z własną wolą i nie wolno odbierać mu poczucia godności, naruszając jego wolność.

Dochodząc do mądrego wniosku, że każdy powinien żyć jak chce, dopóki nie narusza wolności innych osób, koncepcję zakazu handlu w niedzielę w imię religii powinniśmy całkowicie odrzucić.

Decydowanie za kogoś kiedy może, a kiedy nie może zrobić zakupów dla siebie lub swoich bliskich, jest narzucaniem mu cudzej wiary. Co by powiedzieli niektórzy katolicy, gdybyśmy z powodu żydowskiego szabatu nie wpuścili ich do sklepów w soboty, albo islamskiego dnia zgromadzenia uniemożliwili handel w określonych, piątkowych godzinach? Byłoby oburzenie, że nie szanujemy ich chrześcijańskich wartości, ale sami przecież innym narzucają swoje przekonania.

Kolejny błąd polega na tym, że spędzanie minut lub godzin w markecie nie wyklucza spędzania z rodziną czasu czy modlitwy.

Można pójść na chwilę i kupić parę ważnych dla nas aktualnie produktów, a potem skupić się na żonie, mężu, dzieciach, itp. Zapełnianie koszyka w sklepie w niedzielę wywołuje u niektórych taką panikę, jakby każdy człowiek więcej niż pół dnia w sklepie chodził. Tymczasem chodzi o kupienie najważniejszych na dany okres produktów.

Niektórzy głęboko wierzący zaciekle krytykują też konsumpcjonizm. Bez względu na to co każdy z nas myśli o tej życiowej filozofii i jakie ma do niej podejście, kupowanie więcej rzeczy niż potrzebujemy, w nadmiarze, może dokonywać się nie tylko w niedzielę, ale i w inne dni tygodnia.

Argument o konsumpcjonizmie jest więc chybiony. Bo niby czym różni się postawa konsumpcjonistyczna w niedzielę od tej samej postawy w środę albo czwartek ? Dlaczego w siódmy dzień tygodnia to straszna niegodziwość, a w pozostałe dni mniejsze zło?

Jeśli zakładamy walkę z konsumpcjonizmem, powinniśmy jego praktyki zwalczać każdorazowo i z racjonalniejszą dawką argumentów, a nie w oparciu o cudze, przyswojone wyobrażenia

2. „Zakaz handlu w niedzielę osłabia obce korporacje i wzmacnia narodowy kapitał”

mapka
Źródło: money.pl

Doprawdy ? Dlaczego w takim razie nie widzimy w swych okolicach upadających Bierdonek czy Lidlów ? Raport Związku Przedsiębiorców i Pracodawców obrazuje rzeczywistość handlową, na której dominują cały czas znienawidzone przez wielu silniejsze podmioty.

Autorzy raportu podali, że owszem, małe sklepy stanowią ponad 90% placówek w Polsce, ale ich udział w powierzchni sprzedażowej wynosi zaledwie 57%. Udział sieci wielkopowierzchniowych jest w stałym wzroście i sięga obecnie ponad 37%.

Nie da się zaprzeczyć, że zakaz umożliwił wzrost zysków sektora handlowego, ale co z tego, skoro liczba sklepów z tego sektora maleje z powodu ich zamykania ? W 2017 roku było o 100 tysięcy sklepów mniej, niż w 2009 roku, a Euromonitor podawał prognozy, że w 2019 z rynku zmiecionych zostanie kolejne 5200 sklepów. W 2018 roku Biedronka zanotowała wzrost sprzedaży o 5,8%, a Lidl jako jej największy konkurent otworzył w tym czasie 40 nowych sklepów.

Zakaz handlu spowodował ekspansję marketingową sieci dyskontów, którym dzięki atrakcyjnym promocjom skutecznie udało się zmienić nawyki konsumenckie tak, że standardem stało się robienie większych zakupów “na zapas” w piątki i soboty

możemy przeczytać w raporcie

Inne dane, pochodzące z Głównego Urzędu Statystycznego mówią, że grudzień 2019 rok był najbardziej bolesny dla małych sklepów, jeśli chodzi o zamykanie ich działalności na tle innych miesięcy. 9,5 tysiąca mniejszych podmiotów handlowych zostało zamkniętych nie w przeciągu roku, ale właśnie w grudniu!

Co ciekawe, przez tylko 1,5 tysiąca tych podmiotów zniknęło z rynku we wszystkich pozostałych miesiącach.

Zmienia się rynek. Następuje rozwój franczyzy i innych najsilniejszych formatów przy jednoczesnym braku sukcesji u małych przedsiębiorców. Zakaz handlu w niedziele zaostrzył konkurencję

Renata Juszkiewicz, prezes Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji

Ktoś mógłby powiedzieć, że przecież w innych krajach zakaz handlu funkcjonuje i nikt nie narzeka. Jednak ekonomii, podobnie jak natury ludzkiej nie da się oszukać. Węgry, które u siebie wprowadziły zakaz handlu, wycofały się z tego pomysłu po roku. Narastający sprzeciw mieszkańców Węgier wobec tych ograniczeń był tak silny, że władze wolały wrócić do stanu sprzed marca 2015 roku.

Co więcej, w Holandii również jest spore zapotrzebowanie na otwarte sklepy w niedzielę, dlatego godziny są w tym kraju deregulowane. W Francji, Grecji i Belgii w regionach turystycznych funkcjonuje handel całodobowy. Niemcy zaś nie są tak restrykcyjne, jak niektórzy opowiadaną.

W tym kraju samorządy od ponad dekady wydają decyzje, które sklepy mogą w niedzielę być otwarte. Jak wiemy, decyzja może być negatywna albo pozytywna. To wszystko oznacza, że kraje nie są tak restrykcyjne jak obecnie Polska i zmierzają do łagodzenia ograniczeń handlu w ostatni dzień tygodnia.

3. „To niesprawiedliwe, żeby kasjerki musiały ciężko pracować w niedzielę! Im też należy się wolny dzień!”

gf Uidw 7GWB mTQa nauczycielka zarabia gorzej od kasjerki w sklepie 664x0 nocrop
Źródło: Shutterstock

Odpowiedzmy sobie na pytanie, czy w niedzielę pracują tylko sklepowe kasjerki ? Co więce, czy osoby zajmujące się sprzedażą produktów robią to wyłącznie w dużych marketach, a nie np. małych sklepach, restauracjach czy stacjach benzynowych ? Mamy jeszcze przecież lekarzy, muszący czuwać nad pacjentami kiedy im się zły stan zdrowia przydarzy, policjantów, który w każdy dzień muszą nas chronić przed przestępstwami albo elektryków, czuwających nad dostawą prądu dla mieszkańców.

Rząd pozostawił w ustawie o zakazie handlu wyjątki. Możemy w niedzielę pójść z kolegami do pizzerii, z narzeczoną do restauracji, albo kupić podpałkę do grilla, zapas napojów alkoholowych lub gazowanych na stacji benzynowej. Jednak zakup ziemniaków na obiad, cebuli, chleba albo masła jest dozwolony wyłącznie w małym sklepie.

To czy kupimy, zależy od tego, czy właścicielka nie będzie chciała zamknąć w ten dzień sklepu, z racji tradycji czy dobrych obrotów. Jeśli go zamknie mamy pecha, gdyż markety są przecież zamknięte.

Będziemy musieli za obiad czy popołudniowe przyjemności zapłacić więcej pieniędzy, niż gdybyśmy mieli płacić za nie w takim Lidlu. Wszystko przez widzimisię polityków podejmujących decyzje za nas.

Odchodząc od kwestii finansowych, wracając do pracowniczych, czym różni się praca osoby pracującej na kasie w dużym markecie od osoby robiącej to samo w małym sklepie? Dlaczego pierwsza osoba ma mieć zapewniony dzień wolny od pracy, a druga nie? Ponadto, co ze sprzedawcami na stacjach benzynowych, z dostawcami pizzy czy piłkarzami, reprezentującymi barwy Polski w ekstralidze? Kto nas uratuje w wypadku, który zdarzy się w niedziele, jeśli lekarze i policjanci również będą mieli ustawowo wolne?

Możemy się pożegnać z nadzieją, że w najbliższych dniach się uspokoimy, kiedy nasza córka będzie w ciężkim stanie, nieprzytomna, ale nikt w niedzielę nie będzie mógł podjąć działań medycznych. Nie będziemy spokojni o przyszłość kiedy złodziej kradnący nam portfel spokojnie ucieknie daleko od miejsca przestępstwa, bo policja będzie zmuszona ustawą nie podejmować w niedzielę żadnych czynności.

Wydaję się, że najrozsądniejsza jest zasada „jak wszyscy, to wszyscy!’, dlatego, że wszyscy ciężko pracują bez względu na dzień i nie ma sensu fundować jednym specjalny odpoczynek, ignorując potrzeby pozostałych grup zawodowych.

Zastanówmy się jednak co by było gdyby nikt w niedzielę nie mógł pracować ? Wszyscy musielibyśmy cierpieć siedząc w domowym zaciszu, podobnie jak w okresie rozwoju pandemii koronawirusa, kiedy wprowadzano obostrzenia.

Żadnego wyjścia, bo trudno znaleźć cel, chyba, że zdecydujemy się na spacer. A przy wyjściu na spacer może spotkać nas nieprzyjemność (kradzież, zasłabnięcie, morderstwo), której jeśli sami nie umiemy zwalczyć, skutki będą nieodwracalne.

Jaki jest sens zakazu handlu w niedzielę ?

kalendarz 2020 rok z handlem bez handlu opis
Źródło: home.pl

Podsumowując wszystkie powyższe opisane kwestie, ograniczanie handlu w niedziele nie ma żadnego ekonomicznego ani gospodarczego sensu. Jest ono wymysłem opartym na przesądach albo emocjonalnych, subiektywnych przeczuciach, które kosztuje Polskę ogromne straty finansowe, a obywateli pozbawia możliwości dokonywania wyborów w zgodzie z własnym rozumem, godnością i moralnością. Znalezienie racjonalnego powodu za wprowadzaniem tego ograniczenia jest zadaniem praktycznie niemożliwym.

W 2020 roku, rząd Zjednoczonej Prawicy umożliwił nam robienie zakupów w marketach w następujące dni: 26 stycznia, 5 kwietnia, 26 kwietnia, 28 czerwca, 30 sierpnia, 13 grudnia, 20 grudnia. 7 niedziel handlowych dał nam w tym roku rząd, cóż za łaskawość!

Handel w niedzielę jest od 2018 roku zaostrzany. Jeszcze dwa lata temu Polacy mieli zapewnione dwie handlowe niedziele w każdym miesiącu. Dziś trudno nawet o jeden miesiąc, w którym moglibyśmy w niedzielę pójść do marketu.

Jako, że mamy obecnie koniec września, na kolejną niedzielę handlową musimy poczekać do 13 grudnia. Tego dnia niech każdy z nas zrobi zakupy według własnego uznania i cieszy się kawałkiem wolności wyboru !

Co myślisz?

Dodaj komentarz

MIT Hype Machine Sinan Aral 01 0

Jak media społecznościowe zmieniły świat

image 29

Poczta Polska chce zwrot kosztów za wybory w wysokości 1 Sasina