w , ,

Giełdowe inside info

Impreza dobiegała końca. Tomasz K. odprowadzał właśnie prezesa D., który zbierał się do taksówki. – Od jutra przez tydzień skupuj nasze akcje, także dla mnie – powiedział obserwując dookoła, aby nikt nie podsłuchiwał. Tydzień później akcje zaczęły szybki i systematyczny wzrost, aby po miesiącu kosztować już 235% drożej. Wtedy poszedł komunikat i cały Facebook już żył tym, że spółka otrzymała długoterminowe zamówienie rządowe o wartości kilku milionów złotych.

Gdyby ta historia była prawdziwa – obaj panowie byliby klasycznymi insiderami. Insider bowiem to osoba, która z racji swojej pozycji środowisko – zawodowej ma dostęp do informacji poufnych lub osiąga korzyści z tytułu posiadania takich informacji. Przekazywanie i wykorzystywanie informacji poufnych jest oczywiście na cywilizowanych rynkach niedozwolone, ścigane i surowo karane. Przy takich przestępstwach chodzi zazwyczaj o duże pieniądze. Nie będziemy wdawać się w dywagacje czy lepiej brzmi z angielskiego insider dealing czy po amerykańsku insider trading.

Tak czy owak chodzi o wykorzystanie informacji poufnych w obrocie giełdowym i będziemy mogli się przekonać na przykładzie londyńskiej City i Wall Streetm że taka działalność traktowana jest z dużą surowością na dojrzałych giełdach z wieloletnimi tradycjami.

Na dobrą sprawę to my, prawie wszyscy uczestnicy rynku kapitałowego, jesteśmy w jakimś stopniu insiderami

Nasza ustawa o obrocie papierami wartościowymi i funduszach powierniczych, w części dotyczącej odpowiedzialność karnej za wykorzystywanie informacji poufnych, wzorowana jest na elementach bardzo rygorystycznego prawa amerykańskiego. Przy jej tworzeniu brano jednak pod uwagę odmienność systemów wymiaru sprawiedliwości. Tam kary są proporcjonalne do osiągniętych korzyści finansowych. Poza karą więzienia za tego rodzaju przestępstwa dochodzą jeszcze ogromne grzywny.

Drugim wzorcem są rozwiązania narzucone przez jeszcze wówczas EWG (Europejska Wspólnota Gospodarcza). Dotyczą one sposobów zapobiegania wykorzystywaniu poufnych informacji w obrocie giełdowym i pozagiełdowym.

Polskie prawo nie wyszczególnia grup zawodowych czy społecznych, których odpowiedzialność karna dotyczy. Z tego powodu, jak sądzą prawnicy, utrudnia nieco ściganie insiderów. Można jednak przyjąć, że tak jak w innych krajach największe możliwości popełniania takiego przestępstwa mają emitenci, audytorzy, maklerzy, doradcy inwestycyjni, ludzie uczestniczący w przygotowaniu publicznej oferty (prospektu emisyjnego), pracownicy giełdy i KPW, którzy sprawdzają dokumenty. Oczywiście zawsze jest jeszcze jakaś grupa inwestorów, która będzie dążyła do tego, by uzyskać informacje przed innymi.

Jeśli skojarzyć by te grupy z definicją insidera, można wysnuć wniosek, że na dobrą sprawę to my, prawie wszyscy uczestnicy rynku kapitałowego, jesteśmy w jakimś stopniu, jeżeli to w ogóle daje się stopniować, insiderami. Codziennie dyskusje wśród inwestorów, maklerów, a także telefony, wymiana informacji, wśród których są poufne i będące tajemnicą zawodową, są powszechne jak i naturalne, bowiem towar jakim jest papier wartościowy wyceniany jest na podstawie informacji.

Czasem można odnieść wrażenie, iż to zwykła niefrasobliwość pozwala niektórym swawolnie szastać faktami, których wartość została wyceniona w ustawie na od 6 miesięcy do 5 lat więzienia i wysoką grzywnę.

Jedną z bardziej spektakularnych kar nałożonych za inside trading na świecie była ta z 2013 roku nałożona na fundusz hedgingowy SAC Capital Advisors. Zarządzający poszli na ugodę z amerykańską Komisją Papierów Wartościowych i Giełd (SEC), która zarzucała mu transakcje giełdowe z wykorzystaniem informacji poufnych. Porozumienie kosztowała 614 mln dolarów.

Jest bowiem wiele przykładów, iż na długo przed czasem, zanim informacja stanie się faktem publicznym, zachowanie cen akcji niektórych firm zdecydowanie odbiega od normy. Jesteśmy jak najdalej od jakichkolwiek oskarżeń. Jednak kilka takich przykładów powinno nam uświadomić, że i na naszym rynku zasada równego dostępu do informacji wcale nie musi oznaczać rzeczywistej równości.

W biurach maklerskich w ostatnim kwartale otwarto rekordową ilość rachunków inwestycyjnych, W interesie wszystkich uczestników rynku kapitałowego leży, by tzw. przeciętny zjadaczy chleba posiadający wolne pieniądze nie bał się inwestycji kapitałowych poprzez fundusze powiernicze czy indywidualne. Dopóki jednak nie zadbamy, aby giełda nie jawiła się większości jako szarlataneria dla wtajemniczonych, dopóty kilkaset tysięcy rachunków będzie biernych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Z. Gowin: Cały czas miałem nadzieję, że obudzimy się rano z Trzaskowskim jako prezydentem

Carnegie Medal of Philantropy

George Soros – jak stworzyć wroga idealnego